Robię to, co robię. Poświęcam się w każdej wolnej chwili swojej jedynej miłości - nurkowaniu. Może nie wydaje się to jakąś specjalną pasją, ale dla mnie jest czymś innym. Wszystko, co trzeba zrobić, przygotować i założyć na siebie może nie jest zbyt ciekawą wizją, ale moment, w którym krok po kroku zanurzasz się w chłodnej wodzie jest niesamowity, a to dopiero początek.
Gdy wszystkie męczące głosy, dźwięki giną gdzieś ponad taflą, znajduję niesamowity spokój. Cisza, która nigdy nie będzie pełna, nagle jest bliższa do dosięgnięcia. Powoli, bez poś
Czasem nie jest łatwo, nie jest tak kolorowo. Pojawia się świadomość, że to nie tylko zabawa lecz także spora życiowa nauka. Nie zawsze potrzeba ekstremalnej sytuacji, by ujrzeć na własne oczy, jak krucha bywa ludzka psychika, kiedy oderwie się go od naturalnych warunków. Schodząc coraz niżej i niżej odczuwa się rzeczy, które zwykle nie zaprzątają umysłu. Wchodzę w ciemność, głębię, która zdaje się wciągać mnie wgłąb siebie. Uformował się we mnie jakby niepokój, ale również szacunek dla tego, co mnie otacza. Z każdym metrem czuję go coraz bardziej, aż w pewnym niezauważalnym momencie przeradza się on w coś na kształt strachu. Nie mogę powiedzieć, że czegoś się w tamtym miejscu boję, coś mnie przeraża, ale... To chwila, w której dziwne rzeczy przychodzą do głowy. I chyba jednak jeszcze nie jestem na tyle silna, żeby sprawdzić, czy mogę pójść niżej. A raczej czy jeżeli pójdę tam, do końca, czy będę chciała wrócić?
Może trudno to zrozumieć. Może to wygląda jak wyznania przyszłego samobójcy, ale zapewniam, że na chwilę obecną nie ma we mnie jakiejś ukrytej depresji. Ale tak po prostu jest, tak to czuję.
Nie ciągnie mnie do głębokości, tylko po to, żeby 'walnąć denko' i mieć wpis z dużą głębokością. Ja to czuję inaczej. Dla mnie to jest jak kokaina... Bierze się coraz więcej, coraz częściej, aż do samego końca.
Lecz trzeba mieć jakiś swój nałóg, bo człowiek bez nałogu musi być psycholem ;]