No wienc wczoraj miałam bal na zakończenie gimnazjum. Było fajnie, a nawet bardzo ^^. Nie licząc jednej osoby, która robiła z siebie ofiarę losu i się nie bawiła i drugiej osoby, która robiła z siebie pośmiewisko. No ale przynajmniej był ubaw połączony z żalem.

Wyciaganie ludzi do tańca też było gitez. No i muszę przyznać, że jestem z siebie dumna, bo udało mi się (tanecznie) rozprawiczyć jednego gościa. Jak się dowiedziałam, że to była jego pierwsza wolna w życiu i to ze mną to mnie zatkało. I pomyśleć, że się w nim bujałam trzy lata temu. A to były czasy. Nie zapomniane... Zabawa zabawą, ale jak wróciłam do domu to oczywiście ochrzan za to, że nie miałam ze sobą telefonu (nie wiem, gdzie miałabym sobie go wsadzić :/) i że wróciłam dobrze po 22. No ale skoro impreza się kończyła o dziesiątej, to trudno byłoby wrócić przed nią.

O zakończeniu dnia chcę zapomnieć. I tyle. Ale całą imprezę zamierzam dobrze zapamiętać.
