Podczas jednej z ostatnich chwil słabości, kiedy w nocy po raz kolejny wpadłam na 'genialny' pomysł przesiedzenia dłuższego czasu na balkonie, nie czując nawet zimna wiosennej nocy, napisałam coś, co o mało nie wysłałam do osoby, która chyba nie powinna tego wszystkiego czytać. Wypisałam rzeczy, które do tej pory siedziały cichutko w mojej podświadomości, ukryte przed tymi, którzy mogliby je obrócić przeciwko mnie. Człowiek z każdym dniem jest o coś mądrzejszy... szkoda tylko, że te dni są tak nieuchwytne.
Wiem, że pokazuję po sobie słabość pisząc to wszystko tak publicznie, ale chyba do pewnych rzeczy w ten sposób chcę dorosnąć. Postanowiłam się zmienić i to ma być do tego droga. W inny sposób tego mogłabym nikomu nie przekazać, za bardzo bym się bała...
Często powtarzam, że mam 'zjebany charakter', ale nie każdy wie, że tak jest naprawdę. Wyszło to niedawno, ale w przeciągu dłuższego czasu. Teraz rozumiem, że szukam i podświadomie pragnę, bardzo pragnę czegoś, co gdy się do tego zbliżę, zaczyna mnie przerażać i uciekam. Beznadziejność tej sytuacji mnie codziennie coraz bardziej zabija... Bo przez to tracę wszystko... Tracę innych i siebie po kawałku.
Najgłupsze, że dopiero gdy odrzuciłam coś bezpowrotnie, zaczęłam żałować. Żałuję tego, jak się zachowałam, bardzo żałuję... Potrafię się po czymś takim zachować jak świnia, wiem. Obwinić za wszystko tą drugą osobę, nawet jeśli to nie w porządku. Odcinam się zupełnie, by zapomnieć, ale przychodzi taki czas, że wszystko wraca ze zdwojoną siłą.
I wtedy jeszcze boleśniej dociera do mnie, że spaliłam ten most. Głupia trzymałam się nadziei, że może być inaczej, że mogę coś zmienić, zatrzeć ostatnie ślady, by zostały tylko te dobre. Próbuję zagłuszyć ten wewnętrzny głosik, który podpowiada, że to nie ma sensu, to bezcelowe i lepiej po prostu odpuścić. A każdy kolejny dzień i rozmowa wzmacnia ten głosik.
I niby proste rozwiązanie: wszystko albo nic, a w moim przypadku raczej ta druga opcja, ale ja stoję w miejscu! Stoję jak na krawędzi przepaści i brak mi odwagi, żeby skoczyć w dół, ale wiem też, że nie ucieknę w drugą stronę. Nie chcę robić kroku w tył, ale boję się ruszyć naprzód. Sama decyzji podjąć nie potrafię, a czekanie, aż ktoś zrobi to za mnie jest jak czekanie na cud. A cudów nie ma.
Wychodzi na to, że albo ja krzywdzę, albo otrzymuję to od innych... Albo i jedno i drugie.
Nawet nie wiem, co mogę z tym zrobić. Ciężko jest tak obiektywnie na siebie spojrzeć, czasem to nawet niewykonalne.
Więc jestem na tyle beznadziejna, że jestem sobą. A siebie zmienić nie potrafię. Przynajmniej nie aż tak i nie w tak krótkim czasie, jakbym tego chciała. I nie są to puste narzekania, przekonałam się o tym dobrze. To jest prawda o mnie. Trzeba to przyjąć, jakim jest. Albo strzelić sobie w łeb

Taaa... Już żałuję, że to tutaj napisałam...

sama chetnie tez poobserwuje:]
--
When it's good,
then it's good,
it's so good,
'till it goes bad...
--
matching icons by ~KiraraGirl
--
When it's good,
then it's good,
it's so good,
'till it goes bad...
--
When it's good,
then it's good,
it's so good,
'till it goes bad...
--
--
When it's good,
then it's good,
it's so good,
'till it goes bad...
Previous Page12345...Next Page